Wyszła nowa płyta Ganzysrołzys. (13 lat czekaliśmy, jest okej - żaden Apetajt, ale kurde bele - 'Lepszy średni album Gansów niż genialny album INTERPOL.')
Znam tylko jedną osobę, która kocha Axla tak mocno jak ten co stroi miny na górze strony. Tą osobą jest nikt inny niż Miłosz 'Jadzie prosto (na wrotkach)' K.
Z Miłkiem przez lata kilka berków się wypiło i na brak okazji narzekać nie można, ale goddemit Aksel to kurwa Aksel. Enyłej..
Nakurw z Miłkiem z gatunku CLASSIC. Setup SMSowy...
25/11/2008 - 15.35 -
Maciej: Jak tam Cię Chińska Demokracja smyra? Bo mnie przyjemnie. Żaden Apetajt, ale Velvetów bije na głowę. Troszkę zbyt lajtowe, ale Axla mi brakowało. /// Z tymi Velvetami to przesadziłem może, ale chuj :) - dop. autora ///
Miłek: Nie słyszałem jeszcze.
Maciej: Osz Ty. Daj znać.
26/11/2008 - 10.17 -
Maciej: Dziś w Trupach sami nowi Gansi. :D
Miłek: Kurka, chwilowo nie miałem czasu posłuchać. Może zrobimy gnr session przy wiaderku berów?
Maciej: Chętnie. Piątek?
Miłek: Ok.
27/11/2008 - 17.04 -
Miłek: Obowiązują stroje z przełomu lat 80/90! Stylizacja na slasha/axla wskazana!
Maciej: Do pracy w ćwiekach nie wbiję, ale potem mogę się przebrać. :D
28/11/2008 - 09:17 -
Maciej: Mamy dod. Gansów z Paryża '92 oraz Rio '01. Sram ze zniecierpliwienia.
Miłek: Nie mogłem zasnąć. :)
Maciej: Zmęczyłeś Czajniza?
Miłek: Przebrnąłem przez połowę, nie było lekko...
Maciej: Tak myślałem. Nie szukaj Apetajtu w tym. Balladki są ładne. :) Shackler's Revenge można podciągnąć pod coś lepszego. Jest okej, tylko tam gdzie aż się prosi o czaderski refren, tam sie ucina. Dziwne.
Miłek: Tzn. to nie jest bardzo chujowe, ale te loopy, brak hiciorów, rockowych petard... W Velvetach jest więcej teraz Gunsów niż w Gunsach.
Maciej: Ale Velveci nie mają Axla. Mów co chcesz, ale Axl to to samo co Lemmy czy Ozzy. Plus ten unikalny wokal.
Milek: Zgadzam się na maxa, przecież to mój idol! :)
13:24 -
Maciej: Godzina zero się zbliża.
Miłek: Niestety poszedłem za namową Filipa na wcześniejsze zaj i kiszę się w chacie 2h dłużej. Patrzę w sufit, a w myślach oglądam Axla w plakatowej pozie z berem w grabie! :)
Maciej: A co pijemy. Bery czy może np. tekila?
Miłek: Oj, nie wiem. Może wszystkiego po trochu. :) Zobaczymy.
===
Niedługo potem byliśmy już w sklepie, w którym nie bacząc na koszty zaopatrzyliśmy się... Rozmowa ze sprzedawcą musiała wyglądać interesująco.
/Kręcimy się, łazimy, gadamy, porównujemy ceny... W końcu otwieramy lodówkę, bierzemy co trzeba i podchodzimy do lady. Rozkładamy po 4 bery każdy oraz CocaColę. Sprzedawca w myślach: Muahahaha, frajerzy./
- I do tego siódemkę Jack'a.
Tanio nie było, ale rokendrolowy wieczór bez Jacka Danielsa to chuj nie robota.
I zaczęło się. Na dobry start - szybka fotka inauguracyjna.
Lansik z Jackiem. :)
Tytułowy bauns...
Hajfajw z Axlem w tle.
Na imprę wbiła niespodziewanie Paulina i od razu przystąpiliśmy do rokendrolowania jej. Kiedy jednak Miłek chciał powtórzyć akcję z hajfajwem - wyszło jak na spotkaniu hitlerjugend. :)
Szybko jednak Paulinka (wielka fanka Gansów) 'poczuła ten rytm i zaczęła żyć'. :D
Lans z Jackiem included...
Wyborny bauns... Niedługo kolejne spotkania z serii - wieczór z rokendrolem. :D
Tytuł tej notki jest bardzo głeboki. Wiem, bo byłem przedwczoraj na cinżkiej wiksie (Nie to żebym zmienił upodobania, po prostu lubię Adama, który lubi treuns, no i obiecałem).
Chodzi mi o to, że tak naprawdę cały czas jest to samo, pojawiają się tylko czasem chujowe bity bez żadnych kurwa sampli. Sam z siebie się człowiek dobrze bawił nie będzie, trzeba sobie to gówno wkręcać. :) Naturalnie nie chodzi mi o najprostszą interpretację tego - że sprowadza się to do nudy. Chodzi mi o taką odpowiedź na ogólno panujące przekonanie, że kiedyś było w pytona, a teraz to już chuj. Jak to śpiewa nasz ulubiony prorok Nas - 'Life is what You make it, nigga, I'ma make it; No matter what it takes my nigga, I we gonna take it.'. Ja np. zakończyłem naukę, ciągnę za sobą jedynie jak worek gnoju - niezdaną magisterkę. I teraz - zawsze myślałem, że jak się studia skończą to chuj i obieranie ziemniaków, a to wcale nie prawda. Nic się nie zmieniło. Jestem tym samym menelem, który wciąż tak samo marudzi. Zamiast rano iść do szkoły - idę do roboty. W robocie, jednak - tak samo jak w szkole wszyscy marudzą, że im się dziś strasznie nie chce. To samo. Jedyna różnica, to to że nie czekamy na maturę, magisterkę czy inne gówno, które będzie oznaczało kres obecnego okresu. This is this now. Wkrótce, kiedy będzie się gotowym przyjdzie następny okres, który znowu przyniesie reewaluację wszystkiego.
Myślę, że głównym problemem z przejściem w szerokopojętą dorosłość jest rozwalenie idei-muru na którym stało się cały okres distroju a.k.a. nauki. To pojęcie to - jak się nie bawisz świetnie to bawisz się źle. Czasami trzeba po prostu przerwać prucie i iść na spacer dookoła hali. ;) Taki spacer pozwala Ci uświadomić sobie what is what. Przynajmniej na obecną chwilę, bo za parę lat to już don't know what is what. Pozostaje tylko lans na to, że się wie o so hozi czyli szeroko pojęty strut. :D
Chujowo, że nie przekazałem jakoś bardziej składnie mojej teorii, ale myślę, że jak się postara to można skumać... ;P
Blablabla. Cza pruć. ;)
Jak zawsze długo mnie nie było. Wątpię, żeby ktoś zauważył, ale wracam niczym SpajsGirls. Podobnie jak te pozbawione Timbalandowego flossu blachary - dla tych kilku sekund glorii (gdy to sam odczytam swój wpis i zaśmieję się gromko) poświęce 15 minut swojego czasu.
Czy coś się u mnie zmienia? No nie wiem w sumie, chyba nie specjalnie.
Każdy weekend to jakiś ponury żart z ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Jednak jakież to mam wyjście? Wszak po krótkiej dyspucie na temat abstynencji z Miłoszem (gdy to Filip odwiedził wróżkę kiblarę) - powstała puenta 'Nie pijemy i już kurwa nigdy więcej się nie zobaczymy.' Wydźwięk ma to słodko zjebany niczym limitowana edycja Pepsi - Szalony Jabol.
Nie ma co się jednak lękać, taki lajf i kurwa biere. Zwłaszcza, że bibing nie przypomina w naszym wykonaniu dokonań bohaterów 'Cześć Tereska', a raczej 'Wesołe acz pouczające wojaże po bezkresach najeby'. Zresztą kto nie jebnąłby 'Książa' z Immiłkiem?
Nie zapominajmy jednak o innych współnajebcach. Zacząłem chronologicznie od brand new składu z Filipem w roli dzielnego rycerza, który ruszył z impetem skostniałe fundamenty kanapingu.
Naturalną koleją rzeczy byłoby, więc poruszenie tematu wspólnego killim z Anną i Noggerem. Zaczęło się, a jak, kłótnią. Jednak wszystkie cztery serca dziarsko dążyły do stanu BETA (ALFA będącym trzeźwością). Dążyły tak wesoło, że wszelakie problemy zniknęły niczym pokarm parę godzin później (jedna ze sławetnych gastro 'Najazd Tatarów').
Pyszny Lech (o którym zaczynają krążyć plotki, że się stacza) oraz radości pierdolenia o niczym/jechania Igora sprawiły, że radość wzrosła znacząco. Już w krotce lansowaliśmy nowe-stare gangsigny z serii yuppie scum. Po twardej jeździe, skończyło się jak wyżej napisałem. It's all about the pistachios.
Poranek dzielnej Paulinie przyniósł koszmar pracy. Zniosła to dzielnie. Reszta grupy udała się na pokarm, który nikomu nie przypadł do gustu. If we had only sticked with Ronnie... A tak to carbosrara, döper kebab, sryros i inne śmieszne przeróbki wyrazów. Taki lajf.
Nie pierwszy i nie ostatni raz. FREAKEY SHIIAT.
Z pozostałych składów -
>Pokerowe sukinsyny, czyli moja grupa i dodatkowi członkowie. Dzielnie niemal co tydzień oddają ciężko zarobione pieniądze jednemu fajfusowi, który akurat ma trójkę dwojek. W tym tygodniu tym fajfusem bylem ja. I dumnym niczym paw. Dobry szit.
>Trupy Skład, czyli Niggi, Cegła, ja. Bohatersko oddajemy nasze czaszki pod młotek jakże niekompetentnym twórcom kakanowych horrorów B. Czasem dołączają nasze niewiasty, które muszą udawać, że jest ekstra jak nie jest. Jebane szczury na Manhattanie.
>Gdzie są moje stopy? skład czyli Hubers, Paulyna i ja. Nie ma lekko, tak powiem. Kiedy przyjeżdża pan Jeziorski - everybody dies. Hubson ma ciekawą taktykę. Najpierw rozbrajający mega-entuzjazm, połączony z porcją obopólnych żartów, które normalni ludzie określiliby jako debilne. Potem twardy i zdecydowany floł na kolejne porcje wcale-nie-samego soku z czarnej porzeczki. A na koniec ordynarne teksty - 'nie, no, kurwa jak śpimy? co znaczy śpimy? nie pierdol!'. Cód, miód i rozpierducha.
A z pozaimprezowych dokonań. Wygrał Tusk. Jea. Bosz gut. Jea. Audycja very LOL. Jea. iPod i Weeds. Jea. Kot lowe. Jea. Lajf good. Jea. Jutro poniedziałek. ALE CHUJOWO.
PPP4LiFE. Nie ma to jak życie na minusie (Licznik żart huhuu). elo.
Mały apdejcik do poprzedniego wpisu sprzed miliona lat:
a) Audycja w dawnej formie odeszła. Przez pierwsze 20 odcinków 'Późnego Popołudnia Żywych Trupów' mówiłem tylko ja, dość dokładnie omawiając różne flaczaste aspekty filmów klasy B. Z powodu problemów z nagrywaniem - Trupy pewnego dnia miały się nie pojawić. Tym samym całkiem niechcący zrobiłem program na żywo. Większości się spodobało - m.in. mojemu realizatorowi Krzyśkowi, który zajmował się większością Trupów. Moimi współprowadzącymi zostali Igor Gajos oraz Piotr Cegielski. Jak na razie program ma się orajt. Jest bardziej user friendly i śmieszniejszy. Muzyka się nie zmieniła. :)
b) Wprowadzić się wprowadziłem i jest wpyciaście. Jedna impreza już była i było dobrze. :D Invitations are in the mail.
c) Pierdolę rower.
Generalnie w dupie mam opisywanie wszystkiego, więc polecę hajlajtami.
Tak sobie oglądam jednym okiem koncert Bijonsej na emtiwi i pewnym miejscu ostatnio na pewno było inaczej niż na wyżej wymienionym koncercie. Tym miejscem był Spodek, gdzie rozpierdolili mnie i Cegłę panowie Tom, Jeff, Kerry i Dave. Może nie przebierali się jak Pani Knowles co piosenkę, ale jak uslyszałem intro z przyjemnym letnim deszczykiem do piosenki 'Raining Blood' to myślałem że zrobię kupę w majtki. Dodatkowo oczywiście wszedł chwilę później pan King i pojechał palcami po strunach milusi riff (tu-tu-tararara...). Bardzo, bardzo uwielbiam tą piosenkę, ale były oczywiście wszystkie hity Slayera. Np.:
'Dead Skin Mask' - darłem mordę jak krejzol - 'Dens łif de ded in maj drimz, lisen tu der halołd skimz, de ded hew tejken maj sołl, temptejszyn last ol kontrol'.
'War Ensemble' - pogowałem jak debil. Generalnie ubawiłem się po same pachy. Pod koniec myślałem, że umrę z wycieńczenia i duchoty max. Niestety - zawsze na koniec jest piosenka 'Angel of Death', którą jak ktoś zna to wie, że najgorsza, kurwa, nie jest. Ja myślałem sobie jadnak, że już się generalnie zrelaksuję na koniec i posłucham piosenki bez otrzymywania kuksańców z losowych stron. Umierałem wszak z pragnienia. Niestety przez gąszcz ludzi przede mną przedarła się ręka Cegły, która z całą stanowczością wrzuciła mnie w sam środek młynka na okres najgorszej rzeźni w piosence. Bylo miodzio. :D
Tom Araya - taki amerykański Mieczysław Fogg - bardzo się chyba dobrze bawił, bo przez cały czas miał uśmiech od ucha do ucha.
Po koncercie, jakoże mieszkaliśmy w hotelu Olimpijskim (on i Spodek to jeden budynek) postanowiliśmy poczekać sobie na chłopaków z zespołu. Dodatkowym atutem był fakt, iż wejście do hotelu było w takim tunelu, który prowadził bezpośrednio na scenę. Kiedy staliśmy w wejściu, pan ochroniarz postanowił nas wyjebać. Cegła był buńczuczny, więc dwie podarte koszulki później był już za bramą. Ja trzymałem klucz do pokoju, więc jeden z kilku (się mnożą, jebani) ochroniarzy się zreflektował, ale koszulki mi nie oszczędzono. :) Jakiś czas później wylądowaliśmy jednak koło wyjścia i Kerry King podpisał nam płytki. Idealne zakończenie zajebistego koncertu (przygoda, nagroda - prawie jak Indiana Jones).
Grali też Celtic Frost i Behemoth. Byli spoko, ale ja jakoś tego szatana nie kocham.
Wczoraj natomiast była biba u Igora i już tradycyjnie umarłem. Tadaa. Z tego co pamiętam było super.
Nooo, dawno nic nie pisałem, więc coś napiszę. JEA!
Święta, Sylwek i wszystko co wcześniej było fantastyczne, ale im lepiej było tym mniej pamiętam. Pozwolę sobie nie opisywać moich wspomnień zniekształconych procentami. Niech czas je jeszcze bardziej pozmienia, to może za dziesięć lat będę przekonany, że na Sylwestra był z nami Kuba Wojewódzki, a nie 'Kuba Wojewódzki'. Założę się, że jego chujnia będzie rosła niczym funkcja wykładnicza.
Obecnie jest sesja, która śmierdzi i nie lubie jej. Nie lubię jej, bo nie lubię się uczyć, co pewnie niektórzy już zdążyli obczaić.
Z nowych rzeczy...
a) Robię audycję radiową. Konkretnie kącik 'Późne popołudnie żywych trupów'. Słucha jej pewnie z 5 osób, ale koledzy redaktorzy Studenckiego Radia Żak mówią, że jest bomba. No dobra nie mówią, ale najgorzej nie jest.
Mówię o horrorach klasy B, którę lubię, co również co bardziej zagorzali czytelnicy mogą pamiętać. Nie wiem czy to będzie miało jakiś związek z tym co będę robił kiedyś. Może jednak zostanę yuppie (wtedy proszę o kopa w zęby, z góry dziękuję). Się zobaczy się. (Że tak pójdę za modą nowego Chucka Norrisa czyli Kononowicza.)
b) Mieszkanie weszło w moje posiadanie i wprowadzam się z mą lubą już niedługo. (Fristajlnyn łyf Krzysztof) Bardzo się jaram, ale zachowuję odrobinę dystansu na wypadek niespodziewanej chujni, która miałaby obecny stan zmienić. Dam znać jak się wprowadzę. Szczęśliwcy napiją się w mych progach alkoholu. ;)
c) Kupiłem sobie rower mały i zgrabny o radosnej nazwie bemiks. Już czuję diss, że jestem zmienno cieplny zajawkowo, ale to nie tak. Ze szczerym żalem pożegnałem moją największą zajawkę - mianowicie skateboarding. Moje kostki oraz nikłe umiejętności mówią nie. Rower jest niczym sztuczne jądra dla wykastrowanych psów i kotów. Będę miał przy czym dłubać. Zresztą nie ma to jak nowa zajawka. Oficjalna wersja to - potrzebuję środek transportu, a górala nie chcę. Już niedługo będę najlepszym bajkerem w Polsce. Szykujcie się, peeedałłyyy.
Rock on!
Wszyscy piszą nowe notki, a ja szczerze mówiąc byłem już przekonany, że era blogów odeszła. Z drugiej jednak strony są wakacje, więc ewentualny zmierzch blogów nadejdzie pewnie wraz z początkiem rutynowego systemu - skool, shitfaced, skool, shitfaced. Hymm.
No więc od ostatniej notki miałem kilka przygód o ciekawości na 4+. Zaczęło się od wesołej wycieczki z Panem Russim z Oslo do Łodzi. Popłynęlismy z Oslo do Fredrikshavn i następnie w jeden dzień łyknęlilśmy 1200km. Rozłożyliśmy to jakże niesprawiedliwie - ja -Dania, Rusmen - Dojczland, ja - Polska. Oczywiście 800km przez Danię i DOjczland jechaliśmy mniej więcej tyle samo czasu co 400km przez Polskę, ale takie już mamy fajne drogi. Po drodze obyło się bez ekstaz wydarzeniowych. Napotkalismy jedynie bandę harlejowców niemieckich, którzy na przekór słuchali niemieckiego disco. Poza tym niewiele.
Po powrocie odbyłem dwie wycieczki. Klasyczne, że tak powiem. Był to Kołobrzeg, gdzie jak zwykle panowała sielanka z Psią. W tym roku pobiliśmy rekord i na plaży byliśmy no, z 7 razy. :) Poza tym relaks w pokoju i spacery po {}~ [to graficzny zapis Koło Brzeg, choć wygląda bardziej jak kupa strzelająca z kanalizacji, ale cóż...]. Ostro graliśmy w Szachy i Scrabble... Oto wynik jednej potyczki w Scrabble -
Druga fotka to moja ulubiona z Kołobrzegu, gdyż do dziś nie mam pojęcia co Paulinka robiła... Ale ma się wrażenie, jakby zdrapywała resztki alkoholu ze ścianki naczynia w celu utylizacji. :)
Następnie pojechałem z Adamem do Yvo, gdzie wytworzył się specyficzny klimat z mieszaniny mojej chill and relax osoby oraz Adama movin around flow. W efekcie kilka dni spędziliśmy oglądając filmy w stanie wskazującym, a kilka łażąc around.
Najlepsze było SinCity przy litrze wódy, co skończyło się tym, że zamówiliśmy pizze. Czekając na pizze odkrylismy, że wszystkie pokoje obok naszego są puste, więc nagraliśmy kamerą Adama fascynujący film sensacyjny, gdzie Adam z kopa rozpierdala trzy drzwi wrzeszcząc 'Freeze, Police!'. Miodzio. Byliśmy również na Słowacji, gdzie kupiliśmy se bery i zjedliśmy obiad. Kupiłem tam również 'Navrat Reanimatora' czyli 'Return of Reanimator'. ;)
Sierpień spędziłem na przekładaniu terminu, kiedy zacznę się uczyć (jeszcze ów termin nie nadszedł). Więc piłem kilkukrotnie z różnymi osobami. M.in. 3 razy piłem w Koluszkach, co jest całkowicie nowym doświadczeniem. Zero żuli i wszyscy się do Ciebie odzywają. Najbardziej hardkorowa była moja pierwsza wizyta - 0,6 na głowę i po trzy bery. Wtedy m.in. podjechał do nas jakiś samochód w poszukiwaniu wskazówek jak dojechac do Łodzi. Ja szybko odpowiedziałem, że trzeba jechać tak jak pierwszeństwo całą drogę, ale Hubertowi to nie wystarczyło. Podbił do szyby pana kierowcy i mocno gestylulując rzucał komendy - prawo, lewo, lewo, prawo. W efekcie Pan kierwoca powiedział - 'No, dobsz, to ja se sam znajdę.'
Generalnie nie jest źle, choć wrześień nadszedł, a ja się nie uczę.
Rock on! panaz 2006-09-05 09:39:29 skomentuj (1)
Jestem jak Glenn Danzig :D
No dobra, nie do końca, ale trochę, bo piszę własne notki za plecami SZOPa. To takie dalekosiężne porównanie, ale obecnie wkręcił mi się superfloł na Misfits i Danziga. Jakoś ich zgubiłem przez okres studiów. Są wyborni. Ale uważam, że Misfits są lepsi od solo Danziga, chociaż nie ma co porównywać. Blablabla.
Co nowego? Nic specjalnego - oddałem raport, ćwiczymy trochę przed prezentacją, ale generalnie jest turborelaks. Nie to, żeby coś uległo zmianie.
Śniegu już nie ma od tak dawna, że nie pamiętam jak wygląda, a doskiwiera mi brak jakiejkolwiek deski pod nogami. Jak wrócę to wskakuję na skejtbord.
Dziś dzielę się takimi luźnymi refleksjami, bo nie mam w sumie co pisać.
Hymmm... No cóż, to będę kończył. Na koniec dodam, że 16. czeka mnie Soulfly, Deftones i Korn. Nie jest to Motorhead czy Gunsi, którzy to niedługo zaatakują Polskę, ale zawsze coś. Rock on! panaz 2006-06-08 13:13:06 skomentuj (1)
Blogersi SZOP Sub-Zero Oslo Partyiers... Nu Krzesia on the Blog Ta sama jakość Krzesi, nowy adres. Wenusjanka Blog, który warto zobaczyć. Współwielbicielka KKB. Hubson BloGG Hubert - współlokator wyspy pośród morza sztuczniaków. :) RIP? Wspaniała Miłość Blog pary, który miło sobie poczytać czasem... :) Pidgeon vs. Evil Kat. Zajebiste komiksy.A must-see! Niggor Mój najlpeszy przyjaciel - Back in the day, now, forever! Krzesha Magda reprezentacja DO! poza Łodzią. Nlog RIP. KyloNE Kylo to mój zajebisty kumpel, który powinien życ w NYC. hehe
Śmieszne Necrobobsledder!! Na osłodę braku SHS. Zajebiste polewy z mroczarów. Polisz Dres Sajt Propaguj polską wieś zagranicą, czyli jak zostać drechem. Sieg Heil Szatan Najbardziej chora stona humorystyczna. Której już nie ma...:(
Skating Tony Hawk's Official Website Tony Hawk wynalazł więcej tricków niż mogę spamiętać. Poza tym jest sympatyczny w chuj. :) Mike Vallely's Official Website Strona jednego z najbardziej poważanych przemnie proskateboarderów na świecie ThrasheR Live to Skate - Skate or Die. /najlepsze pismo deskowe/ Daily Bread Website Najlepsza strona o rolkach. Skate Site Najlepsza polska strona skatingowa. Zawiera zdjęcia (robione przeze mnie) Niggora.